„Jako 14-letnia dziewczynka, najstarsza z siedmiorga dzieci, mieszkałam we wsi Kolonia Krzemieniewice niedaleko Piotrkowa Trybunalskiego. Pod koniec listopada 1944 r. przewieziono do naszego domu rannego Żyda – partyzanta. Mama była z dziećmi w domu, a tata, kolejarz, na służbie. Mama schowała rannego do komórki między mieszkaniem a oborą” (FLV, List od Bronisławy Rogalskiej [córka, świadek naoczny], Piotrków Trybunalski).

Tak rozpoczyna historię pomocy mężczyźnie pochodzenia żydowskiego córka Heleny Kasprzyk – Bronisława Rogalska. Żyd miał być ukrywany w rodzinnych zabudowaniach jedynie chwilowo. Został ułożony na łóżku polowym. Tego dnia zbieg okoliczności sprawił, że Kasprzyków odwiedził sołtys o nazwisku Cichoń. Helena poprosiła go o stare poszwy, z których mogłaby zrobić opatrunki dla rannego mężczyzny. Jednak zamiast pomocy sołtys sprowadził funkcjonariuszy niemieckich. Nie zastali rannego Żyda, ponieważ partyzanci zdążyli go zabrać, ale mimo to potraktowali Helenę bardzo brutalnie. Kiedy ją bito i kopano, na całe zajście zza szyby domu patrzyły jej dzieci – syn i córka Bronisława. Dzieci (najmłodsze miało pół roku) zamknięto w domu i zabito drzwi tak, by nie wyszły. Dopiero następnego dnia do domu przyjechał mąż pobitej kobiety. Natychmiast zabrał ją do lekarza, który nie dał jej żadnych szans na przeżycie. Po miesiącu, w święto Trzech Króli, Helena zmarła, a po kilku miesiącach na skutek niedożywienia zmarło również jej najmłodsze dziecko…

Nie była to jednorazowa pomoc, której udzielała Żydom rodzina Kasprzyków. Wiele razy przygarniali oni Żydów, udzielając im schronienia w swojej stodole w snopkach siana. Za każdym razem bardzo ryzykowali, lecz kontynuowali pomoc.

 

Bibliografia:

  1. FLV, List od Bronisławy Rogalskiej [córka, świadek naoczny], Piotrków Trybunalski.