W okolicy wsi Szwejki zrobiło się spokojniej. Niemcy skończyli obławę, choć wiedzieli, że wielu Żydów zdołało im uciec. – Będzie na następny raz – obiecywali sobie Niemcy. Spora grupa ściganych schroniła się w stodole Marianny i Jana Kurów. Teraz ostrożnie opuszczali ich zabudowania, szukając bezpieczniejszych kryjówek. – Mogę u was zostać? – nieśmiało zapytała jedna z kobiet, jedyna, która została. Przed wojną była nauczycielką matematyki, mieszkała w Sterdyni. – Do getta nie pójdę, bo tam to już tylko śmierć – spuściła głowę. Kurowie musieli się namyślić. W domu mieszkali w sześcioro – z matką Jana i trójką swoich dzieci. Najmłodsze miało 6 lat, najstarsze – 12. – W stodole nie możemy jej ukryć. To pierwsze miejsce, gdzie Niemcy będą szukać – zastanawiał się głośno Jan. – Trzeba by jakąś piwniczkę wykopać… Mamo, pod twoim łóżkiem nikt nie waży się szukać. Nie wpadnie na to – zwrócił się do swojej matki mężczyzna. – Ino to trzeba jakoś sprytnie ukryć – odparła starsza pani. – Inaczej bym nie proponował – zgodził się Jan. I jak wymyślił, tak zrobił. Był początek lata 1941 roku.

Minęło lato, przyszła jesień, nastała zima. – Do siego roku! Oby się ta wojna szybko skończyła – życzyli sobie wzajem Kurowie 1 stycznia 1942 roku. Nazajutrz wpadli niezapowiedziani goście: funkcjonariusze policji granatowej. – My po Żydówkę, co to ją ukrywacie – oznajmili, udając się wprost do izby z łóżkiem pani Władysławy. W krótkim czasie wyprowadzili z domu i Żydówkę, i panią Mariannę. Obie kobiety przewieziono do Sterdyni i osadzono w budynku służącym jako areszt. W nocy wśród więźniów nastąpiło wyraźne poruszenie. Ktoś z cicha dał znać: „Partyzanty po nas przyśli, uciekamy!”. – Idziemy? – zwróciła się do Marianny Żydówka. Polka wyraźnie ze sobą walczyła, w końcu odparła: „Nie. Mam trójkę dzieci. Jak ucieknę, zabiją je. Na pewno”.

Pod koniec stycznia do Kurów przyszła informacja: „Marianna Kur została przewieziona do Siedlec”. I to wszystko. Już nigdy więcej żadna wiadomość o losie Marianny Kur i ukrywanej nauczycielki do Kurów nie dotarła. Najprawdopodobniej zostały rozstrzelane na Kirkucie. Mąż Marianny – Jan Kur, ukrywał się przez 3 lata, a jego dziećmi opiekowała się babcia.

PHOTOS

  • Henryka Lisowska

    Henryka Lisowska